Znajdź nas!
Wywiady - aleja sław

Tomasz Jakimiuk - specjalista od podróżowania

2017-12-01

Jak to się stało, że podróżnik został influencerem?
Jego pasja do podróży zrodziła się może z przypadku, a może z pozytywnego myślenia, które praktykował konsekwentnie od wielu lat. Tomasz to człowiek, który wierzy, że myśli mają moc przyciągania. Jego pozytywne podejście do życia manifestuje się na kilku płaszczyznach: na blogu, w biznesie oraz podczas łapania jachtostopa do Meksyku. Jak połączyć pasję z biznesem, ile kilometrów trzeba pokonać, żeby rozwinąć swoją kreatywność oraz - czy jest miejsce w branży dla nowych blogerów podróżniczych? Z Tomkiem rozmawiamy o kulisach podróżniczej blogosfery

 

 

Justyna Michalkiewicz-Waloszek: Jak to się stało, że zostałeś Tomaszem z „Jak To daleko”?

Tomasz Jakimiuk: Miałem wiele pomysłów na nazwę, zaczynając od Latającego Kapelusza, aż po jakieś cuda niewidy. Gdy zapisałem swoje imię i nazwisko na papierze to wszystko stało się jasne. Pierwsze litery imienia i nazwiska stworzyły niepowtarzalne „Jak To”. Myślę – co by tu dodać? Fakt, że daleko jeżdżę w podróże to może „daleko”. Ot cała historia (śmiech).

 

Kiedy odkryłeś w sobie pasję niskobudżetowego podróżowania?

Wszystko zaczęło się na trzecim roku studiów, czyli pięć lat temu. Pojechaliśmy z moim rokiem na spływ kajakowy nad Biebrzę i koleżanka zaproponowała, żeby wracać autostopem. Pytałem z niedowierzaniem – Anka, ty mówisz serio? Złapaliśmy stopa po trzech minutach. Przejechaliśmy w ten sposób 60 kilometrów. Wtedy pomyślałem, że przecież można spróbować pojechać stopem za granicę!

 

Czy autostop jest bezpieczny? Nigdy nie wiesz kto się zatrzyma.

Można trafić dobrze lub źle. To wielka loteria. Wierzę, że nasze myśli mają moc przyciągania. Jeżeli zastanawiasz się, czy ktoś ukradnie ci portfel to najpewniej go stracisz. Ja myślę pozytywnie. Nigdy nie miałem nieprzyjemnych sytuacji. No, może poza tym, gdy kiedyś w Meksyku jakiś gość próbował macać mnie za kolano. Szybko jednak zrozumiał, że nie jestem zainteresowany (śmiech). Zazwyczaj zatrzymują się ludzie otwarci i pozytywnie nastawieni. Jeżeli ktoś jest zły na cały świat, pojedzie dalej.

 

Zdjęcie: Tomasz Jakimiuk

 

Domyślam się, że podczas podróży stopem prowadzisz żywe i ciekawe dyskusje.

Przejechałem ponad 150 tys. kilometrów i tylko raz nie rozmawiałem z kierowcą. Od razu powiedział, że chętnie mnie zabierze, ale będziemy jechać w ciszy. Uszanowałem tę decyzję i poszedłem spać. Wiele osób nie potrafi radzić sobie z ciszą, która niekiedy jest bardziej wymowna, niż rozmowa. Na tamtym etapie potrzebowałem snu, więc było mi to nawet na rękę. W pozostałych przypadkach rozmowy są naprawdę obfite. Z czystej ludzkiej ciekawości zarówno ja, jak i kierowca jesteśmy siebie ciekawi i wymieniamy się życiowymi doświadczeniami. A kiedy wychodzę z tych samochodów, mam w głowie miliony pomysłów na życie. 

 

Pamiętasz najciekawszą rozmowę?

Tak. Kiedyś usłyszałem słowa, które utkwiły mi się w pamięci. Rozmowa dotyczyła drzwi i mówiła o tym, że kiedy jedne się zamykają to kolejne się otwierają. Jeżeli coś się kończy, coś innego się zaczyna. Każda rozmowa ma dla mnie ogromne znaczenie. Ludzie na autostopie są różni. Czasami jadę z rolnikiem, który całe życie pracuje na polu, a jego wiedza życiowa powoduje dreszcze na plecach. Innym razem zatrzyma się człowiek, który jest dyrektorem wielkiej korporacji. Ludzie to kopalnia wiedzy na wyciągnięcie ręki.

 

Kobiety też się zatrzymują?

Zdecydowanie rzadziej. Zaskoczyła mnie Hiszpanka, która zatrzymała się z noworodkiem. Na oko, około 65 proc. zatrzymujących się to mężczyźni. Myślę, że kobiety mogą czuć wewnętrzną obawę przed zabraniem ze sobą obcego mężczyzny. W dzisiejszych czasach media sprzedają strach. Potem bierzesz kogoś na stopa i zastanawiasz się czy przypadkiem za twoimi plecami nie siedzi morderca, o którym czytałaś kilka dni temu.

 

Po pięciu latach musisz być już ekspertem. Podpowiedz, jak szybko złapać stopa i trafić na fajną osobę?  

Są trzy podstawowe czynniki, o których musisz pamiętać. Pierwszy – na kierowcę należy oddziaływać wizualnie. Kluczowym aspektem w tym przypadku jest uśmiech. Gdy się uśmiechasz, szybko przyciągniesz do siebie odpowiednią osobę. Ważny jest również schludny ubiór. Nikt nie oczekuje, że będziesz prezentował się nienagannie, ale higiena osobista to podstawa. Drugim aspektem są symbole, które można narysować na kartce z informacją, dokąd się wybierasz. Kwiatki, słoneczka, uśmieszek – to wszystko daje sygnał kierowcy, jakim jesteś człowiekiem. Kolejna sprawa to pozytywne myśli. Uwierz w to, że złapiesz tego stopa, a gwarantuję ci, że go złapiesz (śmiech).

 

Zdjęcie: Tomasz Jakimiuk

 

Przejdźmy do twojego bloga. Czy po pięciu latach od jego założenia stał się on głównym źródłem twoich zarobków?

Blog nigdy nie przyniósł mi bezpośredniego dochodu. On jest łącznikiem. To przedłużenie mojego hobby, które przecież i tak robiłbym za darmo. I przez pierwsze dwa lata tak robiłem. Podróżowałem, dzieliłem się tym na łamach bloga, pokazywałem zdjęcia, wstawiałem filmy. Nawet wykłady i prezentacje robiłem za darmo. Dopiero, gdy koledzy z branży zapytali – Tomek, dlaczego Ty psujesz rynek i nie bierzesz za swoją wartościową i ciężką pracę pieniędzy? – zrozumiałem, że czas wybrać między pracą dla kogoś i u kogoś, a działaniem dla siebie i u siebie. Moje doświadczenie, profesjonalny sprzęt filmowy i fotograficzny, utrzymanie strony – to wszystko kosztuje. Nie wspominam już o tysiącach godzin spędzonych przy tworzeniu artykułów, filmów, obróbce zdjęć, tak by czytelnik dostał dawkę ciekawej, a zarazem estetycznie przygotowanej wizualnie wiedzy. Wielkie zdziwienie przeżyłem, gdy okazało się, że ludzie chcą mi płacić za moje opowieści. Ponadto, czasami współpracuję z różnymi firmami, m.in. turystycznymi, od których mogę pozyskać sprzęt potrzebny do podróży. Łączę przyjemne z pożytecznym.

 

Zajmujesz się zawodowo czymkolwiek innym, poza blogowaniem?

Nie, dzisiaj poświęcam się w 100 proc. mojej pasji. Wszystko robię sam. Samodzielnie stworzyłem stronę, samodzielnie ją pozycjonuję. Robię zdjęcia, tworzę filmy, jestem księgowym. To angażujące zajęcie.

 

A czym zajmowałeś się przed blogowaniem?

Chwytałem się różnych zajęć dorywczych. Ponadto, przez trzy miesiące pracowałem na etacie. Szybko zrozumiałem, że ta forma zatrudnienia nie jest odpowiednia dla mojej osoby. Mam własne tempo pracy i lubię wszystko robić po swojemu.

 

Kiedy zrozumiałeś, że blog może stać się nie tylko pasją, ale również formą zarobku?

O mało nie zemdlałem, kiedy dowiedziałem się, że można na tym zarabiać. Pamiętam mój pierwszy festiwal. Poznałem blogerów podróżniczych, którzy opowiadali o swoich współpracach komercyjnych. Otworzyłem wówczas swój na bycie influencerem. To był moment przełomowy w moim życiu.

 

Zdjęcie: Tomasz Jakimiuk

 

A kiedy po raz pierwszy zorientowałeś się, że masz wpływ na kreowanie opinii?

Ja wciąż czuję się dość niszowy, ale pewniej poczułem się po dwóch latach systematycznego prowadzenia bloga. Kluczowym momentem, który pokazał mi, że wchodzę na inny poziom pisania była nominacja do Travlerów National Geographic 2017. Później zaproszono mnie na Kolosy, gdzie miałem okazję wystąpić przed 4-tysięczną publicznością. Kiedy kilka tysięcy osób śmieje się z twoich żartów, a później dostajesz nagrodę publiczności – to jest moment, w którym możesz upaść na kolana. Publiczność jest bardzo ważna. Jak nie złapiesz z nią nici porozumienia to nic nie zdziałasz. A później w tego samego dnia na dokładkę otrzymujesz na tak prestiżowym festiwalu Nagrodę Dziennikarzy, czyli wiesz, że twój materiał jest coraz bardziej wartościowy.

 

Jak myślisz, czy jest jeszcze miejsce dla nowych blogerów podróżniczych, którzy chcieliby na blogu zarabiać?

Blogerów jest coraz więcej. Ludzie zakładają blogi, ale jak szybko się pojawiają, tak szybko znikają. Kiedy zaczynałem, kolega powiedział mi – Tomek, rób swoje, a przyjdzie moment, może po dwóch latach, może po trzech, który będzie przełomowy. Miał rację. Trzeba być konsekwentnym i systematycznym. Gdy nie jesteś sumienny, szybko o tobie zapomną - ludzie, social media i google. Sumienność jest ważna, ale trzeba mieć również charyzmę, unikalny sposób opowiadania i pisania.

 

Jesteś ambasadorem swojego miasta. To miłe wyróżnienie, prawda?

Tak, bardzo. Kiedyś nie miałem kontaktu z władzami mojego miasta. Dzisiaj już wiem, że aby otrzymać energię trzeba ją najpierw dać od siebie. Zacząłem stopniowo nawiązywać kontakty. Robiłem spotkania, prezentacje, poznawałem ludzi. Po dwóch latach mojego działania burmistrz zaskoczył mnie nominacją. Powiedział, że należy mi się za to, co robię dla Siemiatycz, które podróżują wszędzie razem ze mną. Lubię opowiadać skąd pochodzę.

 

Zdjęcie: Tomasz Jakimiuk

 

Tomku, czy blog zmienił twoje życie?

Pośrednio. Moje życie odmieniły przede wszystkim podróże. Pozwoliły otworzyć się na ludzi i rozwinęły kreatywność. Gdy podróżujesz niskobudżetowo musisz być otwarty na innych. Inaczej nic nie zyskasz. To, czego się nauczyłem przełożyłem na relacje stricte biznesowe. Dzisiaj już wiem, że w pojedynkę nic nie zdziałam. Dobry kontakt z ludźmi to podstawa.

 

Jako promotor podróżowania niskobudżetowego, co sądzisz o wycieczkach z biurami podróży?

Sposób podróżowania nie ma znaczenia. Możesz podróżować stopem, z biurem podróży, rowerem czy na deskorolce. Pytanie brzmi – co podczas tej podróży dostrzeżesz. Najgorzej jest zamknąć się w hotelu na kilka dni. Wyjdź z niego, zagadaj z ludźmi. Odległość również nie ma znaczenia. Ludzie mówią mi, że skoro przejechałem 18 tysięcy kilometrów to musiałem dużo zobaczyć. A przygodę można przeżyć nawet na sąsiedniej ulicy.

 

Jaką podróż wspominasz najlepiej?

Wyprawę do Meksyku. Bez dwóch zdań. Złapałem jachtostopa i mając 250 zł w kieszeni zwiedziłem – Bahamy, Karaiby i Meksyk. Płynąłem przez Atlantyk. To był niesamowity pokaz sił natury. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że mogę zginąć oraz to, że jak nie ma pieniędzy to zawsze można je zarobić.

 

Jak złapać jachtostopa?

Wpadasz do mariny, otwierasz się na ludzi, chodzisz i pytasz. Pytałem o możliwość rejsu do Brazylii. Nikt nie chciał mnie początkowo zabrać. W końcu znalazł się jeden człowiek, który zaproponował rejs na Karaiby w zamian za pracę.

 

Zdjęcie: Tomasz Jakimiuk

 

Najczęściej podróżujesz sam. Dlaczego bez towarzystwa?

Podróżowanie z kimś to sztuka kompromisu. Gdy jedziesz sam, jesteś niezależny. Możesz spać gdzie chcesz i jechać dokąd chcesz. Każdy ma inny poziom komfortu. Wolę podróżować samotnie, przynajmniej na obecną chwilę.

 

Dokąd wybierasz się w najbliższym czasie?

Tym razem chcę udać się w zupełnie inną stronę. Będę rozwijał biznes koszulkowy. Zaprojektowałem koszulkę podróżniczą z symbolami ułatwiającymi podróżowanie. Chcesz zimną wodę? Wystarczy, że pokażesz symbole na koszulce. Koszulka to zbiór moich wszystkich doświadczeń oraz dobór materiału, który testowałem na własnej skórze przez 2 lata podróży.  Gwarantuję, że dzięki niej można dogadać się w dowolnym kraju, bez znajomości języka, bez zbędnej irytacji.

 

 

Rozmawiała: Justyna Michalkiewicz-Waloszek
Podobał Ci się ten artykuł?
Unikalne i ekskluzywne artykuły na Twój adres E-mail.
Nie wysyłamy reklam, nie spamujemy. Zapisz się!
Komentarze
Jakub Bylica 2017-12-14, 20:53
Fajny wywiad i super fotki.
Dodaj komentarz
*
*
*
Redakcja Influencer.PL zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu obiektu.
43-300 Bielsko-Biała | ul. Legionów 26/28 | NIP: 937-266-77-97  


tel.: 33 470 30 43 | kom.: 603 540 096