Znajdź nas!
Wywiady - aleja sław

Samotność w sieci może być zabawna! Udowadnia to singielka - Klaudia Klara

2017-03-20

Niejedna fanka chciałaby napić się z nią wina, a z miesiąca na miesiąc otrzymuje coraz więcej propozycji wyjścia na randkę – Klaudia Klara. O tej singielce napiszą kiedyś w encyklopedii.

 

 

 

 

 

 

Bartosz Walat: Bronisz singielek, rozmieszasz je, motywujesz. Nie myślałaś, aby wykorzystać swoje zasięgi i zacząć parować osoby w Internecie? To mógłby być hit!

Klaudia Klara: Na razie napisałam na ten temat książkę. „Poradnik Szczęśliwej Singielki” ma pojawić się na półkach w księgarniach już w lipcu tego roku. Zdradzam w nim kilka patentów na to jak i gdzie można poznać przyszłego Pana Perfekt, oraz jak odróżnić Go od całej reszty roszczeniowych, pretensjonalnych niedorozwojów emocjonalnych. Poza tym książka ma charakter komediowy i mam nadzieję, że jest zabawna. Co do planów łączenia par w sieci? Oj, tak. To kolejny krok, ale na razie nie zapeszajmy.

B: Swój vlog określasz jako „Dziewczyński videoblog komediowy”. Czy polscy internauci mają poczucie humoru? Ponoć brakuje nam dystansu do świata.

K: Jasne, że Polacy mają poczucie humoru! Mój kanał na YouTubie jest tego najlepszym przykładem. Najbardziej lubię komentarze w stylu: „Znowu ze śmiechu oplułam komputer” lub „Następnym razem muszę pamiętać, aby nic nie pić w trakcie oglądania Twoich filmików, bo zamoczyłam sobie ekran”. I to w większości dziewczyny tak się chichrają :-)

Co do dystansu do siebie to już są większe schody. Kiedy śmieję się z siebie, kiedy ja robię z siebie pośmiewisko to jest super fajnie. Łapki w górę i setki schlebiających mi komentarzy, że jestem super babeczka, że taka klawa, że „O matko! KOCHAM CIĘ! Kiedy się razem napijemy?”. Tymczasem! Kiedy robię filmik z tym samym, moim, specyficznym poczuciem humoru, ale (!) śmiejąc się z kogoś innego to ooooo. Nu,nu,nu. Ta zniewaga krwi wymaga! Tu zaczynają się teksty w stylu: „Kim Ty Qra jesteś idiotko niemyta żeby tak żartować?!?!” Także tak. Wniosek? Publiczność lubi patrzeć na błazna, kiedy ten prawie upokarza się by ich rozbawić, ale kiedy zabawne puenty dotykają ich osobiście – zaczynają się fochy i gorzkie żale. Wtedy ten ulubiony przez wszystkich „dystans” do siebie samych wiotczeje niczym skóra Pani Rozenek. Dlatego lubimy żarty o Żydach, Murzynach, Blondynkach, Teściowych czy Politykach – bo to są „Oni”, a nie „MY”. Ot, taka mała niesprawiedliwość, z której musiałam się wyżalić jako przewrażliwiony twórca he, he.

 

B: Masz doświadczenie w pracy w telewizji, bo prowadziłaś program interaktywny. Czy doświadczenie pomaga Ci w realizacji wideo na YouTube? Czy chciałabyś wrócić do telewizji z własnym show?

K: Tak, gdyby nie doświadczenie z telewizji pewnie nie zdobyłabym się na otworzenie swojego kanału z autorskimi filmikami na YouTubie. Niby głupie telegry, ale nauczyły mnie występować na żywo, przez dwie, bite godziny na antenie. Musisz kontrolować mowę ciała, budowę wypowiedzi do widza, walczysz z zaschniętym gardłem, wysoką gorączką czy zepsutym mikroportem. Wszystko na żywo. Czasami widz dzwoni do studia, łącze jest fatalne, ledwo go słyszysz, a masz tylko parę sekund. On podaje Ci odpowiedź, którą źle usłyszałaś, a masz obowiązek zapisać ją na tablicy i bach. Filmik- viral z Tobą gotowy. Że „idiotka z telegier” przekręca słowo i zapisuje takie, które nie istnieje. Dziewczyny prowadzące telegry zawsze żartowały sobie, która tym razem znajdzie się w programie „Łapu-Capu”. No i taka zupełnie ludzka nauka życia, aby nie pić za dużo płynów przed wejściem do studia, bo przez kolejne półtorej godziny nie będziesz mogła skorzystać z toalety. A pęcherz ciśnie. Taka nauka telewizji „na żywo” to skarb, którego nie nauczy Cię żadna wyrafinowana szkoła filmowa. Czy wrócę do telewizji? Coraz częściej myślę, że tak. Pod warunkiem, że będę prowadzić swój autorski program, za który od początku to końca wezmę stu procentową odpowiedzialność.

B: Wybrałaś dynamiczną formę montażu, dbasz o światło, jakość dźwięku, rekwizyty. Posiadasz ekipę realizacyjną czy wszystkiego uczysz się sama? Co chciałabyś ulepszyć w swoich filmach?

K: Jejku, ja ciągle coś chciałabym polepszyć w swoich filmikach he, he. Przez pierwsze dwa lata montowałam wszystko sama, i z tą jakością bywało różnie. Teraz pomaga mi Jacek Gajowniczek. Fantastyczny montażysta! Wysyłam mu gotowy materiał z moimi monologami albo scenkami-gagami, a on niczym Cudowny Mag dodaje muzę, zoomy, efekty i wychodzi z tego coś dynamicznego. Także jeżeli ktoś myśli o nagrywaniu swoich filmików – polecam – niech znajdzie montażystę-pasjonatę. Kogoś kto jara się YouTubem i lubi zabawiać się z Adobe Premier, bo montaż na YouTube jest turbo ważny.

B: Twoje nagrania nie są spontaniczne, każdy pokazuje przemyślaną historię, konkretny problem. Jak pracujesz? Piszesz scenariusze, przeglądasz komentarze widzów, rozmawiasz z koleżankami?

K: Wiesz, może mogłabym kreować siebie w sztuczny sposób i powiedzieć Ci, że mam jakiś system pracy. Że stale chodzę z karteczką i jak mi przyjdzie jakiś żart do głowy lub zaobserwuję ciekawą sytuację to od razu notuję. Że oglądam miliony filmików ze świata i polskiego Youtuba, że powtarzam nagrania, aż nie uznam, że są dobrze zrobione. Że kiedy tworzę mogę nie spać, nie pić, nie jeść. Że stale się doszkalam, że uczę, że biegam po szkoleniach i konferencjach, że nie zasnę, jak mam nową wizję w głowie. Może mogłabym stworzyć swój nieprawdziwy portret twórcy masturbującego się sobą i swoją twórczością na non stopie. Ale to nie prawda. Ja przede wszystkim sobie żyję. Zwyczajnie. Jestem przeciętną, zwykłą dziewczyną, którą mijasz setkami na ulicach. Większość czasu w roku jestem szarym zjadaczem chleba, w dresach i kucyku. Dziewczyną, która dba o swoje domostwo i swój święty spokój. Co dziennie przejmuje mnie czy mam czystą umywalkę w łazience i czy narzeczony opukał wannę po sobie, czy psy mają zimną wodę w misce i co zrobię nam na obiad. Oglądam teleturniej „Jeden z Dziesięciu”, wycieram kurze spod telewizora i sprawdzam ceny wycieczek na Kubę. Często przed snem wyobrażam sobie, że znajduję paczkę z pieniędzmi i kalkuluję, ile musiałoby ich być, żeby mi na wszystko wystarczyło. Chodzę na winko z koleżankami i czatuję z nimi na fejsie. Znowu utyłam, więc znowu muszę schudnąć. I dopiero wtedy kiedy dopada mnie nicość dnia zwykłego, zaczyna rodzić się we mnie TA „Klaudia Klara” estradowa, komiczna, ekspresyjna, wolna od wszystkich konwenansów i zasad. Trochę dzika, trochę nieprzewidywalna. Taką, którą sama podziwiam i, która zawsze ma energię do życia, siłę do działania. Wiesz jak mój kanał miał się nazywać na początku? PSYCHOTERAPIA KLARY. Bo to mnie. Zwykłej, szarej dziewczynie – miał pomagać przede wszystkim. Także nagrywam jak chcę się zabawić. Jak potrzebuję się wyżyć, lub zrzucić jakąś myśl z serca. Wtedy na kolanie spisuje koncepcje, ale w czasie nagrań i tak wychodzi to wszystko trochę inaczej, spontanicznie. Wiesz, z czasem, kręcąc do sieci filmiki, nabyłam obycia z widzem. Słyszę, kiedy zaczynam przymulać, kiedy pada energia w filmie i jest nudno. To się chyba nazywa doświadczenie. A inspiracją jest życie tu i teraz. W Polsce, za polskie złotówki, z polskim narzeczonym, i polskimi koleżankami, a wszyscy My marzący o statusie na poziomie „Żon Hollywood”…

B: W swoich nagraniach pokazujesz perypetie singielki 30+ - imprezy, styl życia, walka o swoje. Nie myślałaś o prowadzeniu wywiadów z dziewczynami, które żyją podobnie?

K: Wywiadów? Hmm. Tyle ile ja mam życiowych „wywiadów” przeprowadzonych z dziewczynami- singielkami to można by było encyklopedię napisać, a nie poradnik. Celem nie jest bycie singlem. Celem jest bycie szczęśliwą osobą, która jest na tyle zdrowa emocjonalnie, aby móc przyjąć i ugościć w swoim świecie drugiego człowieka. Bez miłości jesteśmy na dłuższa metę nieszczęśliwi. Trzeba nie bać się kochać. Nie tworzyć błędnych historii o płci przeciwnej. Idiotycznych tekstów w stylu: „faceci to świnie” lub „Każdy facet zdradzi”. Takie mury nikomu nie pomagają. Z drugiej strony czas, kiedy jesteśmy singlami jest najbardziej egocentrycznym okresem w życiu ze wszystkich pozostałych. Liczysz się tylko Ty, Twoje fochy, twoje płacze w poduszkę itd. To Ty decydujesz na co wydasz swoje pieniądze i gdzie pojedziesz na wakacje. Jak udekorujesz dom, i co obejrzysz w telewizji. W parze już trzeba schodzić czasem z drogi. Ustępować. Dzielić się, dawać, uprać komuś gacie. Kochać drugą osobę to też rezygnować ze swojego „JA”. Codziennie się tego uczę, i sprawdzam czy równowaga pomiędzy dawaniem i braniem nie została naruszona. A jak została to robię dziką awanturę. Żartuję. Robię małą awanturkę. He, he. No cóż, jestem tylko kobietą.

 

 

B: Czy planujesz nowe programy na swoim kanale? Blogosfera stawia teraz na urozmaicanie treści i nowe formy, playlisty tematyczne? Do tej pory jesteś wierna swojemu pierwszemu pomysłowi.

K: Mam ciągle nowe pomysły. Zobaczymy. Może coś nowego niedługo pojawi się na moim kanale…

B: Masz ponad 150 tysięcy subskrypcji. Ile procent tych osób to singielki 30+? Zastanawiam się, na ile Twoje materiały są poradnikiem dla rówieśniczek, a na ile rozrywką dla nastolatek lub facetów?

K: Moją największą grupą odbiorców są kobiety od 18 do 34 roku życia. To chyba właśnie ten okres w życiu, kiedy poszukuje się miłości. Nie ważne czy masz 18 lat, czy 30. Złamane serce lub samotność bolą tak samo!

 

B: Porozmawiajmy o zarabianiu na YouTube. Zastanawia mnie, jakie marki proponują Ci współpracę? Branża rozrywkowa, farmaceutyczna, modowa? Jaką kampanię wspominasz najmilej?

K: Zarabianie jest nieregularne. Jak dogadam się z jakąś firmą na pokazanie ich produktu w jednym z moich filmików, za określoną sumę pieniędzy, to jest deal. A jak nie, to nie ma. Często firmy chcą mi dać produkt za to, abym nagrała im filmik reklamowy. Nie wiem jakie tęgie mózgi siedzą w ich działach marketingu, żeby uważać, że jak dostanę myjkę do twarzy za siedemset złotych to z wdzięcznością, zapałem i energią kreatywną postawię swoje lampy nagraniowe, kamery, uruchomię montażystę i spędzę godziny pracy nad kreacją, aby wypuścić im film na YouTube. Aby, 200 tysięcy widzów mogło posłuchać jak opowiadam im o fantastycznej, cudownej, wręcz magicznej funkcjonalności tego różowego masażera do twarzy, który aparycją przypomina dildosa. Jaki trzeba mieć tupet, żeby napisać komuś taką ofertę współpracy? Po drugiej stronie znowu czasem trzeba zmagać się z niezrozumieniem do zarabiania pieniędzy przez Youtuberów po stronie widzów. Najważniejsze jest, aby osoba oglądająca filmiki na Facebook czy Youtube, zrozumiała, że skoro ogłada treści rozrywkowe za darmo. Za zero złotych. Skoro nikt od niej nie wymaga opłat za abonament to niech na litość boską nie złości się jak widzi, że jakaś marka pokazuje swoje produkty w treściach przez nich oglądanych. Przecież twórcy muszą za coś tworzyć, jeść, płacić rachunki itd. Niby to prosta rozrywka, niby nic, ale teraz wyobraźcie sobie, że nagle nie ma ani jednego filmiku na fejsie do odpalenia. Nie ma YouTuba. Kto Was będzie bawił w przerwie pomiędzy codziennymi obowiązkami? Portale filmowe takie jak player.pl czy Ipla puszczają reklamy i chcą pieniędzy za abonament. W końcu ktoś musi Wam te poradniki jak pomalować oko, jak upiec ciasto nakręcić, przygotować, poświęcić na to czas i godziny na montażu. Dlatego proszę swoich widzów – skoro oglądasz mnie za darmo, pozwól, że pensję zapłaci mi ktoś kogo baton widoczny jest na moim filmie. Czy to taki grzech?

 

 

#my #head #is #jungle  https://youtu.be/Jaha10-onPE #mylove #myroom #my #myheartishere 

Post udostępniony przez Klaudia Klara (@klaudiaklara)

 

 

 

B: Czy masz własne pomysły na kampanie reklamowe? Na przykład scenariusz jakiegoś filmu. Często proponujesz współpracę firmom, które prywatnie doceniasz i chciałabyś coś dla nich zrobić?

K: Tak. Sama wymyślam jak mogę pokazać produkt sponsora odcinka. A odcinek nigdy nie jest tworzony pod jego markę, czy produkt. Jest tworzony pod widza, pode mnie. Jak zwykle. Tyle, że ze dwa, trzy razy pomiędzy treściami, które i tak bym nagrała dodatkowo wrzucę coś dla sponsora.

B: Odnoszę wrażenie, że YouTube tworzony przez mężczyzn jest zdecydowanie bardziej otwarty na wzajemną promocję między kanałami – linkowanie, wystąpienie w czyimś filmie. Mylę się?

K: Tak, też tak myślę. Jak w życiu. Światem rządzą faceci :-)  Ale nie będę się nad tym tematem użalać. Ja robię swoje i to sprawia mi radość. Tyle.

B: Myślisz, że „influencer” to zawód XXI wieku? Ile godzin dziennie poświęcasz na tworzenie oraz promowanie kanału? Jak dużo tego czasu musisz poświęcić na odpisywanie widzom?

K: Nie promuję kanału. A moja głowa kreuje nowe pomysły całą dobę. Tego nie da się wyłączyć.

B: Zdradź nam, w jaki sposób docierasz do nowych widzów?

K: Nie mam takiego sposobu. Wrzucam film, jak mam ochotę coś powiedzieć czy zwyczajnie –pośmiać się. Jeżeli dzięki temu przychodzą nowi widzowie, to bardzo mnie to cieszy, ale nigdy z wyrachowania nie dążę do popularności. Myślę, że do lata 2017 będę miała około 200 tysięcy subskrypcji. Bez promowania mnie przez inne, większe kanały, bez pompowania mnie i występowania przy większych youtuberach, bez robienia dram na Youtubie, bez ciągłego występowania na meet-upach czy innych konferencjach Youtubowych. Bez generalnie żadnej, dodatkowej reklamy. Tylko ja i widz. Tylko tyle na ile ja mu z siebie daje i ile widz życzy sobie mnie oglądać i udostępniać dalej. Nigdy nie proszę o suby, o lajki. Liczę na to, że jak kogoś rozbawię to sam się zasubuje. Jestem zadowolona, bo bez dodatkowego pompowania mojego kanału, jest on całkiem popularny wśród dziewczyn, a przecież nawet się na nim nie maluję :-)

B: Zostało jeszcze jedno, nieśmiałe pytanie. Ile propozycji wyjścia na randkę dostajesz w miesiącu?

K: Ha,ha,ha. Kilka. Dostaję też anonsy wizualne pod postacią zdjęć penisów moich amantów. Może kiedyś zrobię o tym odcinek :-)

Dziękuję Bartoszu za miłą i dłuuugą rozmowę!

Życzę Ci dużo szczęścia i szacunku w miłości <3

 

Autor: Bartosz Walat

Podobał Ci się ten artykuł?
Unikalne i ekskluzywne artykuły na Twój adres E-mail.
Nie wysyłamy reklam, nie spamujemy. Zapisz się!
Komentarze
Anastazja 2017-03-22, 17:36
Ugotuje. Posprząta. Uznaje wyższość mężczyzn. Uległa. Dbająca o ognisko domowe. Jeszcze nie tak dawno zadeklarowana singielka - stara panna. A dzisiaj ? Hmm... niesłychane. Narzeczony musi być zadowolony. Wybranek musi mieć zapewne na imię Jan jak sam tatuaż w serduszku na ręce wskazuje. Trzeba przyznać, że w dzisiejszej dobie nietrwałych związków taki dowód miłości jak wytatuowane inicjały to dość nietypowa metoda okazywania uczuć. Data ślubu już ustalona ? Mam nadzieję, że uroczystość slubna odbędzie się Live - Online. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.
Dodaj komentarz
*
*
*
Redakcja Influencer.PL zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu obiektu.
43-300 Bielsko-Biała | ul. Legionów 26/28 | NIP: 937-266-77-97  


tel.: 33 470 30 43 | kom.: 603 540 096